Rozdział 1
-Musisz wyjeżdżać?-pytam mamę.
Ona ma taką głupią pracę ,wolałabym już by pracowała tak jak inne mamy.
Bo co innego gdy nie widzi się jej 8h, a co innego jak nie ma jej z tydzień ,miesiąc.
-Tak , przecież wiesz ... Nie będzie mnie tylko z tydzień. - odpowiedziała
-A przywieziesz cos? - a no tak zapommniała bym o tym małym zgredzie.
Poznajcie mojego brata Nicka . To rozwydrzony,rozpieszczony 10-letni chłopiec.
Choć dla nas jest to mały dzikusek.I szczerze bardzo go kochamy ,nie wiemy dlaczego.
Ale on jest na prawdę taki kochany ♥
-Oczywiście ,So?
-Tak maaamo.
-Zajmij...
-...się bratem-do kończyłam za nią .
-A gdzie Tata??
I oto padło najgorsze pytanie świata.Bo wiecie , nasz tata nie mieszka z nami od jakiś 4 miesięcy ,ponieważ mama się od niego wyprowadziła. Nie wiem dlaczego ,nic nie wiem. A mój brat mysli żę pojechał w sprawie służbowej do Kanady.
-Niestety przedłużyło mu się tam.Nie wie jeszcze kiedy wróci ale mysle że bedziecie mogli pojechać do niego w Wakacje -odpowiedziała mama
-NA serio?! -Odpowiedziałam razem z Nick'iem
- Ale.. ODJAZD!-krzyknął mój brat
-Dobrze, a teraz uściśnijcie mnie, dajcie buziaka i zmykajcie do pokoju.
Odrazu z bratem rzuciliśmy się na mame aż spadła z fotela. Zaczeliśmy się śmiać.
-Bedzie do was zaglądać pani Gennt z nad przeciwka i u niej jecie 2 posiłki dziennie.
-U tej starej zdzędy??!!
-Hej! Nie wolno jej tak nazywać..
-Ale możemy sami sobię zrobić obiad.-powiedział Nick
-Spokojnie, mysle że nie będziecie miec tak nudno bo przyjeżdżają do niej jej wnuki.
-Cudnie!-razem z Nickiem pokręciliśmy głowami
-No dobrze idźcie na górę , bo się spóźnię na pociąg...
-Na prawdę ...?-spytałam podejrzliwie
-TAK! A teraz sio!
-Nie jesteśmy zierzętami..-powiedział Nick oburzony
-Oo.. Ty to chyba jesteś - powiedziałyśmy razem z mamą i w trójkę zaczeliśmy się śmiać.
W końcu poszliśmy na górę a mama poszła na pociąg..
~*~
Obudziłam się jakoś wcześnie , mój brat jeszcze śpi. Dzięki Bogu że śniadania jemy w domu.Właśnie idę budzić Nicka ,a na niego jest tylko jeden sposób.Dlatego właśnie mam to:
i TO:
Wiem,wiem..jestem zła do szpiku kości puszczając mu jego znienawidzona piosenka ..
I'm a Barbie girl in a Barbie world
Life in plastic, it's fantastic
You can brush my hair, and dress me everywhere
Imagination, life is your creation...!!
Life in plastic, it's fantastic
You can brush my hair, and dress me everywhere
Imagination, life is your creation...!!
No ale co mam zrobić jak nawet jeśli przechodziła by pod jego oknem parada on by nadal spał.
A tymczasem ... założę mu słuchawki na uszy i...PLAY!
-AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAA!!!!!-zaczął się rzucać , byle by tylko ściągnąć słuchawki.-Zawsze musisz mnie tak budzić! Nie możesz jak człowiek wejść do pokoju krzyknąć WSTAWAJ! i pójść sobie!
-Czekaj...
-CO!
-Myśle... Eeee...NIE! Bo wtedy się nie obudzisz a masz 20 minut by się ogarnąć , pościelić łóżko,zjeść śniadanie, odrobić lekcje-wymieniam a on już się zaczyna ubierać-spakować się ,umyś zęby...
-DOBRA! Kumam! Ale może puszczaj mi chociaż inną piosenkę...
-I'm a Barbie girl in a Barbie world
Life in plastic, it's fantastic ..!!-zaczełam śpiewać
Life in plastic, it's fantastic ..!!-zaczełam śpiewać
-Przestań i lepiej idź sama umyć zęby..
-Dobra!
-No wreszcie !
-Nie powiem Ci co mama napisała..-tak na prawde nic nie napisała ,ale on łatwo się nabiera
-Co? Powiedz!
-Nie! ,masz mnie przeprosić..
-Dobra..;/Sory
-Ok , to lepiej zaczynaj ..Ograniać.
~*~
Zastanawiam się czy czasem już nie mówiłam że nie cierpię szkoły...
Nie ,chyba nie .. a więc... NIE CIERPIE TEJ SZKOŁY!
jeszcze na dodatek dziś jem obiad z pania Gennt i jej wnuczkami!
-So! Czekaj!
-Is?
-Nie cheese! Jasne że ja! I jak możemy u Ciebie nocować?
-O ja! Całkowicie o tym zapomniałam! Moja mama wyjechała...
-Ahaa
-Ale wiesz co? Spytam się pani Gennt .
-Pani Gennt?
-Tak ,ona tak jakby się nami opiekuję ...
-Aha , oki .To ja coś to zadzwonie...;D
-Nie ja zadzwonię.
-Okey..Lovia <33 (nasze słówko)
Rozdział 2
Wreszcie koniec szkoły, zapomniałam dodać że dziś jest ostatni dzień, a jutro rozdanie świadectw. Ciekawe czy mama będzie... Pewnie nie , a zanim zacznie przepraszać powie że na rozdaniu świadectw w Liceum na pewno będzie.
Właśnie idę z bratem do pani Gennt na obiad. Jest dziwnie jakoś cichy, jakby coś go gryzło.Może ma kłopoty w szkole?
-Dzień dobry książe ?
- A w miarę...
-Co?
-No dobry dzień....
-A więc czemuś w miare?
-...muś? Ja nie krowa-odrzekł
-Oj tam . Przepraszam. Co ciebie gryzie?
-Nic
-Kłamstwo
-Prawda
-Nie wierze.
-To nie wierz.
-Nick , słuchaj ... jesteśmy rodzeństwem i ja chce ci pomóc..
-Niby w czym?
-Ty mi powiedz.
Głęboko odetchnął.
-Dziś w szkole graliśmy w kosza, i ja nie jestem najlepszy w tej grze. A dziś graliśmy z klasą 2b...
-2b? przecież oni są starsi ? I czy nie powinni mieć Niemieckiego?
-Powinni , ale nie ma pani .. A przecież...
-Pani Stark jest wychowawczynią 2b...
-No właśnie także wzięła ich do nas na WF. I pani powiedziała że gramy w kosza, na co 2b nie była zadowolona. Pani powiedziała że ją to nie obchodzi i poszła. Więc 2b powiedziała że nie chcą grać w kosza tylko...
-...w dwa ognie? - spytałam
-Nom ... Ale na innych zasadach . Na zasadzie jakiejś STMK... nIe wiem co znaczy na nazwa dosłownie .. Ale ....
Zatrzymał się i ściągnął czapke .Stanełam jak wryta. Oczywiście wiedziałam co znaczy ten skrót ,każde 2 i 3 klasy go znają. A pierwszaki do wiedza się za rok.
-A kiedy Tomek Starczewki spytał się mnie czy wiem co to znaczy , powiedziałem że nie mam pojecia. Na co on wybuchnął śmiechem i powiedział ..
Przełknełam śline , gdyż rodzeństwo starsze ma za obowiązek przekazać to młodszemu rodzeństwu ,a ja nie zrobiłam tego. Wypadło mi z głowy...
-...to siostra ci nie powiedziała i na raziła Cie na... I wtedy zaczeli...
-Przykro mi, ja nie wiedziałam że Cię to spotka. Wiele klas to omija i nadal nie wiedzą.
-Spoko ,tylko ...
-co to znaczy?
-Dokładnie.
-STMK ... Pamiętasz Mat'a? Tego w długich włosach co teraz wygląda jak gej?
-Nom.
-A więc jego klasa to wymyśliła. Oni oczywiście byli wtedy w 3 klasie także mieli to za sobą. Niestety nie pomyśleli o innych . Teraz żałują ale.. co maja zrobić. A więc STMK oznacza Sko...
-Nie mów! - krzyknęła jakaś mała dziewczyna .
Nie wiedziałam o co chodzi , ale właśnie zauważyłam że doszliśmy do domu pani Gennt , a ta mała dziewczyna stoi w oknie.Przez chwile wydawało mi się że za nią stoi jakiś chłopak , ale jakby zniknął.
Nie wiedziałam o co chodzi , ale właśnie zauważyłam że doszliśmy do domu pani Gennt , a ta mała dziewczyna stoi w oknie.Przez chwile wydawało mi się że za nią stoi jakiś chłopak , ale jakby zniknął.
-Ok , chodźmy.
-Dobra ... -już o wiele ciszej ,tak że ledwie ja go usłyszałam stojąc obok niego-znasz ją?
-Nie, a ty?
-Też nie ... Chyba to jedna z wnuczek Pani ...
-Ooo...! Wchodźcie! Obiad na stole , już do domu!
-Już idziemy.
Nagle wydało mi się że ktoś mnie i Nicka obserwuję. Dyskretnie rozejrzałam się dookoła. Nagle zobaczyła coś na przeciwko ,w naszym domu. Twarz...Młoda twarz...
-Em.. Nick powiedz Pani Gennt że zaraz przyjdę , tylko pójdę po coś do domu.
-Co jest..?
-Nie wiem, ale później ci powiem.- powiedziałam półszeptem gdyż ta mała dziewczyna przysłuchiwała się naszej rozmowie.
-Ok.Aha i uważaj na siebie...
Już szłam w stronę domu , patrząc w okno w którym stoi postać. Nie znałam tej twarzy ,ale wydała mi się dziwnie znajoma.Stanęłam nagle jak wryta.. nie może być.
~*~
Weszłam do domu , trzaskając drzwiami.
-Wyjdz!Pokaż się!
Nagle zobaczyłam jak z kuchni wychodzi ... mój biologiczny ojciec.
Rozdział 3
Byłam oburzona , a uczucia miotały mną tak bardzo że w pewnych momentach nie wiedziałam co robić.Mój biologiczny ojciec Jack Vero, ze też miał czelność się pokazywać i stać przede mną , oczywiście jak zawsze będzie mówił wyssane z palca kłamstwa.
-Kochanie ...
-Że co , słucham?
-Posłuchaj , przyszedłem tutaj z ważnego powodu. Przecież wiesz że nie narażałbym się Ninie.
-Jak na razie to nie widzę żadnego powodu.
-Posłuchaj ... może usiądźmy ... nie chodźmy do ogrody.
-Ani mi się śni. Zostaniemy tutaj!
-Eh... dobrze. A więc jak wiesz twoja mama pojechała emm.. do pracy?
-Nieee... na MARSA! Jasne że do pracy!
-Dobrze , dobrze. To do czego zmierzam dotyczy...
-Wykrztuś to wreszcie.
-Ok. A więc Nina nie pojechała do pracy. Przynajmniej nie do takiej jakiej myślisz....
-A jakiej?
-No właśnie, i tu dochodzimy też do mnie. Jak wiesz jestem nauczycielem historii .
-Tak. - bardzo dobrze wiedziałam że mój ojczym zajmuję się najnudniejszym z przedmiotów.
-A więc ...
Nagle usłyszałam przeraźliwy krzyk za moimi plecami . - Jack od razu zerwał się na nogi ale ja byłam szybsza i pobiegłam na podwórze mojej sąsiadki znad przeciwka . Zobaczyłam tam mojego brata który, no cóż przecież wiecie że jest nienormalny , wisiał na drzewie do góry nogami ,a na twarzy wisiała mu wiewiórka . Nie wiem jakim cudem on znalazł się na tym drzewie ,ale piszczał jak baba.
Tata podszedł do niego i rzucił wiewiórce żołędzia (jak zwykle nie wiem skąd Jack miał w kieszeni żołędzia ale to szczegół),która od razu popędziła za swoją zdobyczą , po czym zdjął Nick'a z drzewa.
-Ta..tat...tata?!Co ty tutaj robisz? Dobrze że nie ma mamy ,bo Ciebie by chyba zabiła !!!
-Taak...
-Tata wpadł tylko na chwile ale musi już jechać ... Prawda?- troche ciszej do taty- jeśli zaprzeczysz ,zadzwonię do mamy .
-Ym... Tak. Przykro mi ,ale obiecuję że zadzwonię...
-Okeey
-Kto Ciebie najbardziej kocha?-spytał
-Ty
-A na kim możesz polegać?
-Na Tobie ...i Sophii
Tata obrócił się po wolni w moją stronę i uśmiechnął się ... Nie to że go ie kocham ,ale kiedy byłam mała właściwie był dla mnie tak samo ważny i tak samo często go widywałam jak sąsiadkę u której muszę jadać posiłki. W skrócie był dla mnie nikim, był jak piasek na plaży albo kamyk w górach ,nijaki.
- No cóż pa. Nick chodź na obiad ! -krzyknęłam na odchodnym
- Nie martw się tato jej jest po prostu smutno że nie jesteś obecny w naszym życiu - szepnął Nick do taty .
Dobiła mnie prawdziwość w jego słowach i dojrzałość , jakby czytał w moich myślach . Stanęłam w drzwiach ogrodowych i szybko starłam łzę i ruszyłam dalej .
~*~
2 dni później...
-Nick !!! Chodź bo się spóźnimy!
-Idę już idę!!! Wyluzuj siostra... To tylko kolacja.
-Tak wiem ale im szybciej pójdziemy tym szybciej wrócimy a ja zdążę przygotować nockę ...
I love the way you're talking
I'm loving what you're doing boy
I'm loving what you're doing boy
-Odbierz to w końcu! Ta piosenka mnie zabiję !!
-Już , uspokój się ... - spojrzałam na ekran i już wiedziałam.
-Cześć mamo!
-Nie wracam .
-Co? Coś się sta...
-Nic się nie stało właściwie to po prostu mój partner spaprał robotę i musimy zostać dłużej ...
-Rozumiem - przyszło mi to z wielkim trudem- jak długo ?
-Nie wiem ... raczej długo.
-Kocham Cię
-Ja ciebie też i brata ... ucałuj go ode mnie .
- Do zobaczenia- szepnęłam
-Mam taka nadzieję - rozłączyła się i jakby przez telefon widziałam jak się uśmiecha smutno . Chciało mi się płakać nie wiem dokładnie dlaczego , ale łzy popłynęły mi po twarzy.
- Sophii? Coś się stało ? - usłyszałam głos Nicka za plecami szybko starłam łzy i odwróciłam się .
-Nie nic... choć mama nie wraca tak jak planowała , będzie musiała tam zostać ... Kazała mi ciebie ucałować -Uśmiechnęłam się w miarę możliwości .
-Szkoda ...
-Ale chodźmy już na kolację po Mary zrobiła nam pancasy .
-Kto ?
-Nasza sąsiadka ... :)
-To wy jesteście na Ty ?
Uśmiechnęłam się szeroko , w sumie to ta sąsiadka była całkiem miła .
-Dziiiiiiwne! - krzyknął i pobiegł do Mary
Rozdział 4
Już prawie dwa tygodnie jadamy u pani Gent tzn. że nasza mama jeszcze nie wróciła . Martwię się o nią i o nas.Nie odbiera telefonów ,bądź jest wyłączony . Znaczy ja wiem że gdy mama wyjeżdża to właściwie nie da rady ją "złapać" ,chyba że ona chce zadzwonić czy coś . Bo przecież możemy jej przeszkodzić .
Wnuczka Mary wstała nagle od stołu. Odchrząknęła tak głośno że myślałam że zaraz wybuchnę śmiechem zresztą nie tylko ja.
-Sophii ,może byś zostało po obiedzie u nas?-zapytała a jej brat spojrzał na nią takim wzrokiem "co ty robisz?!"
-Em , jasne - uśmiechnęłam się szeroko
- A tak w ogóle to jestem Tamara, ale możesz mówić Tami
-A mi możesz mówić So - uścisnęłyśmy sobie lekcje po czym wróciłyśmy do jedzenia. Wtem nagle przypomniałam sobię o moim bracie ,pewnie weźmiecie mnię za samolubna siostre ,ale ja zapomniałam że on tutaj jest i nie mogę go zostawić . Także po obiedzie...
-Nick chcesz zostać ,czy iść do domu ? -spytałam po cichu
Ale on tylko wzruszył ramionami .
-Hej!Musimy kiedyś pogadać, jeśli nie chc...
-Dobra zostanę- odwrócił się napięcie i poszedł w stronę ogródka. Przykro mi było zmuszać go do czegokolwiek ,ale wiem że to i tak sukces że powiedział te dwa słowa.
-So?-dobiegł mnie głos Tami
-Hym ? Tzn. tak ?
- Wolisz zagrać w butelkę czy w poznajmy się?
- Butelkę . Tylko zawołam brata ;)
Oddaliłam się kawałek i ...
-NNNNNNNIIIIIIIIIIIIIIIIIIKKKKKKKKK!
-Boże! Co TAK WRZESZCZYSZ!!!
-Zagrasz w butelkę ?-spytałam najmilej jak się da...A on spojrzał na mnie wzrokiem "mam dość!" Do tego uśmiechnęłam się szeroko ;D
-Dobra .
-Ale wiesz że przy tym trzeba mówić ,co nie?
Rzucił mi wściekły wzrok i ruszył do pokoju dziennego ,gdzie Tami i jej brat czekali z butelką . Znaczy Tami była uśmiechnięta i siedziała na dywanie ,a jej brat wściekły oparty był o ścianę . Ale gdy nas zobaczył od razu stanął jak na baczność . Ja oczywiście udałam że tego nie widzę , a to było to strasznie trudne z powodu iż nie umiem się nie śmiać . Bo wiecie kiedyś natrafiłam na taki cytat :
Najbardziej stracony dzień to ten,
w którym nie zaśmialiśmy się ani razu.
— Nicholas de Chamfort
I tak mnie wzięło na ten cytat że koleżanki z klasy zaczęły mówić " Dzień ze śmiechem So ,to ciężki dzień " . Spojrzałam na Nicka i zakręciłam butelką.
- Will ! -Tami wykrzaczyła z ... hmm... na pewno nie z radością.
-Emm ... Pytanie czy Wyzwanie ? -spytałam niesmiało
'-Pytanie - odpowiedziała niee mal automatycznie .
O co by go tutaj spytać . Przeciez do tego momentu nawet nie wiedziałam jak ma na imie. Hmm... Wiem !
-Ile miałeś dziewczyn ? albo... nie ,ile dziewczyn.
Will zrobił taka minę nie do opisania ,tak jakby zdziwienie, złość,radość w jednym plus jeszcze coś?
-UUuu...- zamruczała (serio zamruczała) Tami
-Nie można posiadać dziewczyny...-zaczął
-A z iloma chodziłeś?
-Na spacer?
-Oj ,weź ... Przecież wiesz o co chodzi .
-Gdybym mógł mieć tą którą kocham ,byłaby ona jedyna...
-Czyli ... nie miałeś dziewczyny? - No teraz to się zdziwiłam ... - A w której klasie jesteś , albo ile masz lat?
Uśmiechnął się zmysłowo i tajemniczo i tak jakbym go rozbawiła.
-O ile dobrze wiem to przysługuje jedno pytanie ,a ja odpowiedziałem na przynajmniej dwa - po czym wziął butelkę i zakręcił. I jak myślicie na kogo wypadło? No jasne że na mnie ...
-Pytanie czy...
-Pytanie.
-Szybka odpowiedź ..
-A czego się spodziewałeś ...
-Ok , Ilu miałaś chłopaków ?
Aż musiałam się uśmiechnąć.
-Tak ...z czekaj ,policzę-a najśmieszniejsze jest to że ja na serio liczyłam . Jack , Brat, Shane, Mike,Lucas i Rey to chyba wszyscy ,czyli sześciu? Mało jak na 15 lat ...;P
-Tak z sześciu.
-Sześciu ?! Ile ty masz lat?
-Nie pamiętasz tylko jedno pytanie...
Nie wiem czy ktoś majstrował przy tej butelce ,ale ciągle gdy kręciliśmy wypadała na nas. Aż Tami i wkurzony Nick wyszli z pokoju.Przez czas dowiedziałam się wielu interesujących rzeczy o Willu. Ma 16 lat (za 3 miesiące skończy 17) , uczy się w prywatnej ,do babci przyjechał na tydzień dłużej niż Tami . Jego rodzice nie żyją (przykre...) ,a on jest prawnym opiekunem Tami ( od 16 roku życia ,a rodzice zmarli gdy miał 10) . Ja nie wiem czy dałabym radę tak po prostu stanąć na nogi ,tak jak on. Poza tym mam nadzieję że ten wieczór nie był ostatnim naszym wspólnym.
Tak w tajemnicy , polubiłam go ♥
Rozdział 5
Słońce świeci ponad chmurami,a ja siedzę w domu oglądają komedie romantyczne. W tym momencie oglądam Idealny facet z Hillary Duff i tak przy okazji ten chłopak ładnie szkicuję. Zawsze chciałam ładnie rysować.
Nick siedzi kolo mnie i ogląda Naruto na Iphone. Ściągnął sobie setny odcinek, pamiętam jak zaczął oglądać i cały czas bawił się że jest Sasuke. Dlatego też cieszę się że znów zaczął oglądać. Podobno umówił się z Tami ,znaczy ona przyjdzie do nas przed obiadem i razem pójdziemy później na posiłek i znów do nas.Mam nadzieję że w końcu przestanie tak tęsknić za mamą i znów będzie taki jak zawsze.Tylko uprzedziłam go że ja będę cały czas w dziennym i mają mi nie przeszkadzać.
Tęsknie za moimi przyjaciółkami Is i Nicol i moim chłopakiem Mark'iem. Is pojechała do babci na całe wakacje, a Nicol do cioci ale nie na jak długo. W każdym razie obiecała mi że jak tylko wróci to mi napisze SmS'a albo przyjdzie po mnie . Mark zaś pojechał razem z rodzicami do Barcelony ,przesłał mi widokówkę i napisał że nie wie kiedy wraca ,ale jak wróci to przyjdzie od razu po mnie. Jednak jak na razie jestem sama...
Ktoś zapukał do drzwi. Nick od razu poderwał się z kanapy i poleciał do drzwi.
-Cześć! - dobiegł mnie radosny głos Tami
-Hej- oraz inny głos...
-Wejdźcie , So jest w salonie .
Mówiłam mu żeby nie szli do salonu, bo chcę oglądnąć sobie Idealnego Faceta i jeszcze Dumę i Uprzedzenie w spokoju.
-Hej- obejrzałam się i... mnie zatkało. Will stał sobie jakby nigdy nic, nawet nie miał chyba pojęcia jaki jest sexi w ciemnych jeansach ,białej koszulce inie dopiętej koszuli.
-Co ty tutaj robisz? Słyszałam tylko że Tami przychodzi.
-Ta... Co robisz?
-Oglądam...
-hmm... A mogę z tobą?
- Jak chcesz tylko ... znajdź sobie miejsce.
Mój chłopak niedługo wróci , nie może mnie zobaczyć z ... Willem.On jest niestety diabelnie zazdrosny , także ...
Puściłam PLAY. Will usiadł koło mnie na kanapie ,a ja trochę wrednie nie ruszyłam się ani o centymetr. Jednak on nic nie powiedział ...
-Szkoda że nie nagrali ostatniego rozdziału ,jak...-zaczął
-Wiem. Czytałam książkę...
-Przepraszam, nie wiedziałem.
-Ah ,tak szkoda .Ostatni rozdział był... ładny
On jakby trochę się zaśmiał,a mi zrobiło się głupio.Nagle Nick wparował do pokoju.
-Em ,Will ...Tami ...-Nie zdążył dokończyć bo Will poderwał się i ze spokojem poszedł na podwórze .Ja chwile siedziałam bez ruchu zastanawiając się co zrobić w końcu poderwałam się i poszłam na tyły domu.
Zobaczyłam Willa stojącego nad Tami ,a Nick stał za Tami ze spuszczoną głową.
-... przecież ktoś mógł zobaczyć ,nie pomyślałaś że ... Dobrze że byłem Sophii bo gdyby wyszła,a ty Nick przecież znasz zasady . Co się stało , zresztą chyba nie chce wiedzieć . Gdyby ktoś zobaczył ,zaczął by podejrzewać że coś jest nie tak - już chciałam podejść ,ale rozmyśliłam się-byśmy musieli zniknąć a co najgorsze ...
-Polubiłeś ją ? - gdy Tami wypowiedziała te słowa to staneło mi serce.
-Takie mam zadanie - odpowiedział smutno ,ale nie mogłam odejść stopy miałam jakby przyklejone do ziemi.
-Ale wiesz że nie musisz go wykonać , na prawdę chcesz...
-Przestań ,przeciez wiesz że nie mam wyboru!
-Myślisz że Sophii tak łatwo da się wykorzystać, a potem ... odstawić na półke?
Ale Will nic nie odpowiedział, szczerze to zabolało mnie to że nic nie powiedział. Chodź nie był dla mnie nikim bliskim ,nawet go nie znałam .Ale poczułam coś nie znanego mi, jakby ta osoba była kimś kogo mi dawno,dawno temu odebrano. Nie rozumiałam tego uczucia do końca ,ale jakby moje wspomnienia i myśli tak.
-Kiedyś powiedziałbyś "Nie,nigdy" ,teraz ... nie poznaję Ciebię . Ona nie pamięta ,a ty pozwalasz by ... umarła jej dusza.
Dłużej nie mogłam słuchać jak mówią o mojej duszy ,o czymś czego nie pamiętam . Weszłam więc do domu i pobiegłam na górę. Gdy weszłam złapałam za torbę i śpiwór po czym zaczęłam się pakować. Nie wiem czemu ,w końcu to mój dom i tak dalej ,ale jakoś czułam że muszę na parę dni zniknąć . Nawet szczerze mówiąc uważałam że zachowuję się głupio ,ale musiałam. Musiałam zniknąć , oczyścić się,poczuć życie.Czułam że tego potrzeba mojej duszy by zaczęła oddychać.
Kiedy jaźń zostanie pokonana i umrze, kiedy ucichną wszelkie zapały i drgnienia serca, musi obudzić się to coś ostatecznego, ten rdzeń istnienia, który nie jest już jaźnią, ta wielka tajemnica.
Hermann Hesse -Siddhartha
(Część pierwsza, U szamanów)
ROZDZIAŁ 6
Słońce świeci prosto w moja twarz .Nikt nawet pewnie nie zauważył że mnie nie ma, chodź gdy byłam na końcu ulicy usłyszałam głos Nicka krzyczącego moje imię. Wtedy coś ukuło mnie w środku ,ale chodź nie miałam dokąd pójść szłam po prostu przed siebie. Kupiłam bilet w kasie PKP i wsiadłam do pociągu jadącego do Salem , miasta czarownic. Gdy dotarłam na miejsce zaczęłam iść tam gdzie poniosą mnie nogi. W końcu dotarłam do altanki i usiadłam na ławce na przeciwko jej. Tak bardzo spodobała mi się ona że zrobiłam zdjęcie. Ona wręcz promieniała, jakby światło wychodziło z marmuru z którego została zbudowana.
Cały czas myślałam o moim życiu i o mamie. Co chciał mi powiedzieć tata ,którego nie widziałam od tamtego momentu? W głowie miałam mętlik ,widziałam tam wspomnienia z dzieciństwa, które zresztą nadal trwa ,ale i obrazy które jakby nie pasowały do reszty. Pojawiały się tam z każdą minutą ,nie wiem skąd.
-Mogę?-nade mną stała dziewczyna z błyszczącymi ciemnymi niebieskimi oczami ,hipnotyzującymi każdym spojrzeniem .
-Em , jasne
Dziewczyna usiadła koło mnie i z wewnętrzną radością ,która aż wylewała się z niej , patrzała na altankę.
-Piękna ,prawda?
-Tak- powiedziałam i ponownie spojrzałam na altankę , która teraz jakby bardziej jaśniała od słońca.
-Cześć, mam na imię Rosaline . A ty?
-Sophia .
-So?
-Tak . Dla... przyjaciół
-Mi możesz mówić Rose -uśmiechnęła się jakby nieśmiało ale jednak była pewna siebie.
-Taaa...
-Wiem że właściwie mnie nie znasz ,ale mogę się o coś spytać ?
-Em , jasne
-Okey , Na pewno nie jesteś stąd ... Mam rację?
-No tak...
A więc przyjechałaś tutaj by ...pomyśleć?
-Tak- uśmiechnęłam się lekko pod nosem ,bo wszystko wie ! ;D
-I nie masz gdzie się podziać ?
-No ... tak.
-A więc jeśli chcesz możesz zamieszkać u mnie ale tylko na tą noc , bo jutro jadę do szkoły ...
-Szkoły ? Przecież dopiero zaczęły się wakacje?!
-U mnie zaczęły się 2 miesiące temu -Uśmiechnęła się.
-Dziwna ..szkoła .
-U nas jest ... inny program nauczania.
-Opowiesz mi o tej szkole ?
-Eee... może kiedy indziej - uśmiechnęła się lekko.
-Okeey.
-Chcesz zobaczyć mój ...dom?
-Jasne i tak jutro pojade juz do domu.
-Ale przecież nie przemyślałaś jeszcze wszystkiego ...
-Tak ale ... skąd ty to wszystko wiesz?- Wraz z tym pytaniem Rose odleciało 50% pewności siebie jednak nie dała się zbić z tropu.
- Podejrzewam , chodź . W końcu się dowiesz ...- To ostatnie powiedziała szeptem ,tak myślała że nie usłyszę jednak było na odwrót. Oby dwie wstałyśmy i zobaczyłam coś czego się nie spodziewałam . Przed nami stał nie kto inny a mój tata. Rose spojrzała na niego i stanęła jak wryta.
-Yyy...-zaczełam
-Cześć - i na dźwięk tych słów Rose zrobiła wielkie oczy . Nie rozumiem o co jej chodzi.
-Co ty tutaj robisz?-spytałam
-Raczej to ja muszę się ciebie o to spytać ... no więc?
-Po co przyjechałeś? Nie potrzebuję opiekunki!
-Chciałem do kończyć naszą rozmowę ...
-Naszą rozmowe? Po miesiącu chcesz do kończyć rozmowe ?! Proszę ...?!
-Nie minął miesiąc.
-Nie przerywaj!
-Ale... dobra ,mów.
-Dziękuję i do widzenia.-wyminełam go i .. zrozumiałam że Rose nadal tam stoi.
-Rose?-spytałam ,a ona obejrzała się na mnie i pomału jakby zaczęła dochodzi do siebie,w końcu ruszyłam w moją stronę . Gdy się zrównała ze mną spytałam.
-O co chodzi?
-Nie rozumiem.
-No , stałaś jakbyś zobaczyła ducha.
-Zdaję ci się...
-Nie,wcale nie i ty dobrze o tym wiesz...
-Słuchaj , nie mogę ci powiedzieć choćbym chciała ...
-czyli jednak coś?
Odetchnęła głęboko ,spojrzała na mnie i ... za mnie.
--Ufasz mu?
Zdziwiło mnie te pytanie ,a jeszcze bardziej moja odpowiedź.
-Tak
-Czumu?
-Bo... nie wiem.
-No właśnie , więc chodźmy... -mówiąc to i ruszyła przed siebie.
Odpuściłam i poszłam za nią. Zachowywała się bardzo dziwnie. Nagle zaczął wibrować mój telefon i...mama dzwoni. Odebrałam.-Halo?
-Cześć skarbie... gdzie jesteś?
-Ja ...? Yy... jestem dokładnie w tym momencie w.... u... znaczy u Nicol. - Odetchneła głeboko bo wiedziała że jeśli powiem że właśńike spotkałam mojego tatę w SALEM to pękłyby mi bębenki w uszach od jej krzyku.
- Tak? Myślałam żę ona wraca dopiero pod koniec mięsiąca...
-Tak.. ale zadzwonili z jej taty pracy i musieli wczesniej wrócić .
-Aha.
-Kiedy wracasz?
-Słuchaj potrzebuję twojej ...pomocy.
-Mojej...co? po co? Co się stało?
-Jeste...- pip pip pip
Spojrzałam na ekran ,rozłączyło nas . Ale nie z mojej strony...coś się jej musiało stać .
Rose ,spojrzała na mnie wyczekująco.
-Em... poczekaj.-odwróciłam się i pobiegłam w stronę gdzie spotkałyśmy mojego tatę ,ale go tam nie było. Rose podbiegła do mnie.
-So? Co się stało?
-Nic ,tylko ...chodźmy już do ciebie.- uśmiechnełam się i po krótszym staniu Rose ruszyła w stronę przeciwną niż bym chciała.
" Czasami żałujemy swoich czynów, czasem jesteśmy przerażeni że je uczyniliśmy. Ale tylko czyniąc je poznajemy jak żyć pełnią życia ."
- Ja
Rozdział 7
Jesteśmy u Rose. Po moim tacie nie ma śladu, ale ciągle trapi mnie to co się dzieję z moją mamo? Denerwuję się , a najgorsze jest to, że nie wiem ani gdzie ona jest , ani o jaką pomoc jej chodziło.Nie wiem ,może przesadzam. Z Rose teraz jakby zaraz zaczniemy "Poznawać się". Czy to dziwne że jestem u niej w domu ,a w ogóle jej nie znam? Może tak , ale co miałam zrobić?
- Halo? Zaczynamy?
-Tak, em... To ile masz lat?
-Piętnaście ;) Hmm... A ty?
-Piętnaście ,również...
-Ale fajnie-zaśmiała się lekko
-Okey, Co robią twoi rodzice?
-Tata jest urzędnikiem państwowym ,a... mama... nie żyję.-odpowiedziała
-Oh! Przepraszam ,przykro mi...- uśmiechnęłam się smutno
-Nie ... nic się nie stało, już dawno ...
-Rozumiem...
-Dobra , to teraz ja ,tak? Skąd przyjechałaś?
-A! Z New Jersey ...
-O! Śliczne miasto...
-Dziękuję ...chyba. Gdzie się uczysz?
-W ...szkole prywatnej.
-O! Ale tutaj w Salem?
-Ta...
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi, przynajmniej tak mi się wydaję .Rose przeprosiła i pobiegła do drzwi. Usłyszałam przyćmione głosy.
-Hej, wyjdziesz?- Halo? Zaczynamy?
-Tak, em... To ile masz lat?
-Piętnaście ;) Hmm... A ty?
-Piętnaście ,również...
-Ale fajnie-zaśmiała się lekko
-Okey, Co robią twoi rodzice?
-Tata jest urzędnikiem państwowym ,a... mama... nie żyję.-odpowiedziała
-Oh! Przepraszam ,przykro mi...- uśmiechnęłam się smutno
-Nie ... nic się nie stało, już dawno ...
-Rozumiem...
-Dobra , to teraz ja ,tak? Skąd przyjechałaś?
-A! Z New Jersey ...
-O! Śliczne miasto...
-Dziękuję ...chyba. Gdzie się uczysz?
-W ...szkole prywatnej.
-O! Ale tutaj w Salem?
-Ta...
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi, przynajmniej tak mi się wydaję .Rose przeprosiła i pobiegła do drzwi. Usłyszałam przyćmione głosy.
-Teraz jest u mnie koleżanka ...
-o! A kto?
-Nie znasz.
-Laura?
-Nie. Nie znasz?
-A więc to jest Sakura? ... Okey, ale po ci ona?
-To jest człowiek! -zdziwił mnie ton głosu Rose
-Okey,okey... wyluzuj. A może wyjdziesz z Sakura? -"Jaką Sakura? Ja mam na imię Sophii.".
-Spytam się. Poczekaj.
-Okey ,okey.
Usłyszałam zbliżające się kroki, od razu udałam że zaciekawiła mnie książka która leżała na stoliku nocnym " Nowe Gatunki Energii".
-Chcesz... Odłóż proszę tą książkę okey?
-Dobra ,przepraszam ...
-Nic się nie stało... chcesz wyjść na dwór razem z moim kolegą Steven?
-Jasne, czemu nie ,co nie?
-Okey, to idę mu powiedzieć by chwilę poczekał a ty się ubieraj ,okey?
-Spoko.
Wstałam i zaczęłam się ubierać. Jednak zastanawiałam się cały czas nad ich rozmową. Kiedy Rose wróciła byłam już gotowa, ona też. Poszłyśmy do drzwi. W nich stał chłopak w wieku ok. 17 lat ,miał kasztanowe włosy i takie bardzo błyszczące niebieskie oczy. One wręcz były tak dziwne ,że aż piękne. Mogłabym się patrzyć w te oczy całe wieki ,ale nagle moje uniesieni przerwał głos Steven'a.
-He...cześc -uśmiechnął się jakby zdezorientowany.
-Cześć ... Eee... Mam na imię Sophii...
-Ah!Tak ja mam na imię Steven . -podał mi rękę- Miło mi ciebie poznać.
"Każdy człowiek jest jak Księżyc. Ma swoją drugą stronę, której nie pokazuje nikomu."
— Mark Twain






